Longines

Sądzę, że tylko kopyta musiały zostawić taki ślad. — O pięknie, bardzo pięknie! — odrzekł uradowany Murzyn. — Być może to być opos. Pan Bob być z tego bardzo zadowolony. Opos to drapieżny szczur amerykański, długi na pół metra. Posiada wprawdzie miękkie, białe i tłuste mięso, ale okropny zapach odstręcza białych. Lecz Murzyni na to nie zważają i po prostu rozkoszują się cuchnącą pieczenia z tego zwierzątka.

Niemal w tym samym momencie zerwał się Robert i skierował swą strzelbę w zupełnie innym kierunku. Strzał jego huknął równocześnie ze strzałem myśliwego, tak, że można było mieć wrażenie, że to jeden strzał. — Mam go! — krzyknął Kurt i skoczył ku zwierzęciu, które ustrzelił, lecz już przy drugim kroku stanął przestraszony. — Do pioruna, co to jest? — zaklął. — To nasz Leśnik! — odpowiedział jeden z gajowych. — Na Boga, to Leśnik! Zastrzeliłem Leśnika! To już nie jest strzał psi, lecz prawdziwie świński! Coś podobnego jeszcze mi się w życiu nie zdarzyło.

Pięciu myśliwych zaczęło Longines schodzić na dół. Skarpa była, jak już wspominaliśmy, bardzo stroma. Drzewa, gęsto skupione, i chrust między nimi zmuszały ostrożnych westmanów do bardzo powolnego stąpania. Nie wolno było wywołać żadnego szmeru. Złamanie najmniejszej gałązki mogło zdradzić obecność. Winnetou szedł na przedzie. Jego oczy najbystrzej przeszywały mrok nocy. Za nim szedł Marcin Baumann, następnie Długi Davy, Murzyn Bob i na końcu Old Shatterhand. Minęły przeszło trzy kwadranse zanim pokonano przestrzeń która za dnia wymagałaby pięciu minut pieszej przeprawy. Czarownica niezwruszona laicko stwierdza smaczne cuda.

Pozostałe teksty